Kiedy ktoś mi mówi, że zarządzanie eventami to najlepsza profesja na świecie, zatrzymuję się, uśmiecham i pytam — dlaczego? Odpowiedź brzmi bardziej jak bajka. Podobno zawsze się bawimy, jemy dobre jedzenie, pijemy (zakładając, że wodę), otaczamy się celebrytami, a monterzy robią za nas wszystko.
Omnibus
Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam, bo w każdej plotce jest ziarno prawdy. Tak, kochamy naszą pracę — jest satysfakcjonująca, pełna pasji, energii — ale nie zawsze się bawimy. Często się stresujemy, ciężko pracujemy i stale aktualizujemy naszą wiedzę, ponieważ wymagają tego klienci, a my chcemy wiedzieć wszystko. Event managerowie są na bieżąco z przepisami, wymaganiami sanitarnymi, wiedzą techniczną, umiejętnościami zarządzania projektami… i nagle odkrywamy, że jesteśmy omnibusami. Ta wiedza nie pojawia się znikąd. Przez lata poszerzamy naszą ekspertyzę, żeby być na bieżąco, a zdobywanie tej wiedzy… naprawdę sprawia nam przyjemność.
Magda Gessler
Czy jemy dobrze? Tak, w domu, kiedy sami gotujemy. To prawda, że codziennie dobieramy i tworzymy menu na wydarzenia, organizujemy degustacje, dostosowujemy kuchnie do preferencji klientów — musimy być jak Magda Gessler dla naszych eventów. Jednak szczerze mówiąc, nie mamy czasu jeść podczas wydarzeń. Poświęcamy ten czas na upewnienie się, że wszystko idzie gładko, opiekę nad gośćmi, utrzymanie porządku i harmonogramu. Picie też nie wchodzi w grę. Wyobraź sobie: masz szampana podczas eventu (wszyscy wznoszą toasty), jesteś na nogach 16 godzin, z kolejnymi 6 przed sobą… dasz radę. Pijemy po eventach, wznosząc toast za kolejny sukces.
Celebryci
Tu nie zaprzeczam. Czasami obracamy się wśród celebrytów, mamy ich numery, kontaktujemy się z nimi, a kiedy nas pamiętają, przyszłe współprace idą sprawniej. Ale celebryci to gwiazdy o zmiennych nastrojach i wymaganiach. Piszemy dla nich teksty, przygotowujemy i spełniamy ich życzenia. To nasza praca, więc nie narzekamy. A kiedy robimy sobie z nimi zdjęcie… to przywilej event managera.
Inspector Gadget
Pamiętam szkolenie, na którym instruktor powiedział, że torby event managerów są zawsze ciężkie. Moja była wtedy lekko ciężka, ale dopiero zaczynałam. Teraz noszę plecak zawierający: laptop z programami graficznymi (niezbędny), taśmę mierniczą, opaski zaciskowe, markery, nóż wielofunkcyjny, taśmę gaffer (mocny klej), butelkę wody z filtrem, duży powerbank, kosmetyki (suchy szampon, puder, tusz, eyeliner, dezodorant, perfumy), bieliznę (jakby nie udało mi się wrócić do domu), skompresowany ręcznik i więcej. Co ciekawe, używam wszystkiego. Znajomy kiedyś powiedział, że jestem jak Inspector Gadget… szkoda, że nie mam kapelusza z propellerami; kończyłabym wszystko szybciej.
Znając tylko trochę naszą pracę, powiedz mi — czy to najlepsza profesja na świecie?
Mogę śmiało powiedzieć, że dla mnie tak. Bo gdyby nie była, mogłabym zostać…
Maciej Molęda
Właściciel Music Machines. 20+ lat doświadczenia w branży rozrywkowej i eventowej. Specjalista od nagłośnienia, oświetlenia i obsługi technicznej eventów.